Burza

Burza

W powietrzu unosił się elektryczny zapach muskający skórę na karku, narastające napięcie, niby niewinna cisza.

Spadła pierwsza kropla, a potem następna.

Obie ciężkie i gęste z ciemnej, skłębionej chmury. Duszny wiatr stłamsił na chwilę przyrodę, rozgrzaną od południowych upałów. Kolejna kropla przyniosła chwilowe ukojenie. Kilka następnych nakreśliło cienkie strużki chłodu, zbyt szybko jednak wyparowały. Ostatni podmuch zamarł. Cisza. Napięcie. I pierwszy błysk wśród czerni i szarości. A potem huk. Posypały się krople z góry na wyschniętą ziemię, mrożąc ją falami. Kolejny błysk z oddali i towarzyszący mu pomruk wywołujące dreszcz. Ten następny był niebezpiecznie blisko, zbyt blisko.

Przyprawiał o ciarki.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: