Głębia

Głębia

– Ok, za pięć minut schodzimy, sprawdźcie sprzęt – instruktor zerknął na wszystkich adeptów sztuki nurkowania. – Jakieś pytania?

Stojąca z tyłu Malwina była najmniej entuzjastyczna z całej grupy. Właściwie, ona nigdy nie planowała zostać poławiaczem, po prostu to była obecnie najlepiej płatna praca. Odkąd na środku Bałtyku spadł olbrzymi meteoryt, morze dostarczało gigantycznych i pożywnych kalmarów. Wprawdzie podejrzanie zmniejszyła się populacja fląder, a foka szara i morświn przestały występować, ale kalmary, które szczególnie upodobały sobie południe akwenu stały się naczelnym towarem eksportowym Polski.
Matka Malwiny była biologiem, do tego kucharką z zamiłowania. Apodyktyczną babą, która sterowała życiem dziewczyny w każdym możliwym aspekcie. Jedynym sposobem na uwolnienie się spod jej wpływów było zdobycie pracy, o ironio, w branży, do której pani doktor zachłannie się śliniła. Zresztą, z nędzną maturą i jednym kursem wizażu dwudziestolatka nie mogła liczyć na nic więcej. To, że przeszła testy sprawnościowe graniczyło z cudem.
A teraz naszły ją wątpliwości. Woda w Bałtyku była ciemna i brudna, a te stwory wcale nie były niegroźnymi masami mięcha, tylko inteligentnymi drapieżnikami niczym z powieści Juliusza Verne’a. W jej grupie byli ludzie od niej starsi, sprawniejsi i, co chyba najgorsze, doświadczeni w nurkowaniu. Była nawet jedna freediverka, która bez butli schodziła bez zająknięcia na 30 m. Dla Malwiny była to absurdalna wręcz głębokość.
Nigdy nie nauczyła się dobrze pływać. Znaczy tak, nie tonęła, nawet potrafiła obrać kierunek i w miarę utrzymać kurs, ale pływała tylko niekrytą żabką. Teraz musiała przestawić się na płetwy na nogach i operowanie w trójwymiarze. A oprócz przebywania pod wodą, czekała ją jeszcze nauka obsługi broni i zastawiania siatek. Jak starożytny gladiator, będzie stawała do walki z bestią. Ale kto by nie chciał tego robić? Poławianie stało się bardziej prestiżowe niż praca w wojsku. Na pewno było bardziej niebezpieczne i dużo lepiej płatne.
– Dobra, jak komuś zacznie się robić dziwnie, ciągnie za linkę – powtórzył po raz dziesiąty w tym dniu instruktor. – Wyciągniemy go powoli, dlatego nie panikujcie. Oszczędzajcie też race. Warto, żebyście się dogadali jak będziecie działać.
To była tylko szpanerska formalność. Plan był ustalony już dawno. Każdy z poławiaczy miał po trzy race, zużywali je według starszeństwa godzin pod wodą, by najmniej doświadczeni mieli racę najdłużej. Malwina była z tego zadowolona, bo do ostatnich chwil miała nadzieję, że ma światło awaryjne. Wszyscy mieli już opanowane nurkowanie w basenie, gdzie było widno i bezpiecznie, to miało być pierwsze zejście do prawdziwej głębi.
Było ich sześcioro plus instruktor. Wprawdzie na razie schodzili tylko do zatoki, ale ostatnio wielkie kalmary zaczynały pojawiać się w okolicach Helu. Póki co nie było zbyt wielu ofiar śmiertelnych, jednak samo nurkowanie ciągnęło za sobą spore niebezpieczeństwo, dodatkowo jeszcze trzeba było doliczyć wielkie monstra.
– Po kolei, wskakujecie i podpływacie parę metrów dalej, żeby zrobić miejsce innym. Nie poplączcie linki.
Gdy przyszła kolej na nią, cała grupa już była ustawiona w szyku. Skok do ciemnej wody napawał ją odrazą. Nigdy nie lubiła jeździć nad morze. Ale gdy znalazła się pod powierzchnią brudnej wody okazało się, że poniżej widzi członków zespołu. Dopłynęła do swojej pozycji w szeregu, a szefowa grupy, freediverka, odpaliła pierwszą racę i zaczęli schodzić niżej.
Ich zadanie było proste, zejść na piętnaście metrów, rozstawić sieć, złożyć i wrócić na powierzchnię. Podczas tych czynności musieli uważać, żeby nie poplątać swoich lin.
Gdy przyszła jej kolej odpalenia racy, sieć była rozstawiona i gotowa do użycia. Odpalając ją, Malwina była pewna, że zaczną zwijać liny i przy kolejnej racy będzie już blisko powierzchni. Jak się jednak okazało, jeden z nurków zauważył ciemny kształt poniżej, który w bardzo szybkim tempie płynął w ich stronę.
Najbardziej doświadczona pływaczka wskazała Malwinie, by ta napięła swoją część liny. Dziewczyna nie mogła uwierzyć, że ta banda żółtodziobów naprawdę chce upolować tego potwora.
Nim się zorientowała, poczuła szarpnięcie. Odruchowo wypuściła linę z dłoni i zobaczyła jak galaretowaty kształt przepływa obok niej, cały splątany siecią. Reszta kursantów zdążyła się wypiąć z uprzęży. Malwina zorientowała się, że jej hak jest zablokowany, gdy było za późno. Szamotała się jeszcze przez chwilę, jednak napięta lina zaczęła ją po prostu ciągnąć w stronę powierzchni albo wręcz przeciwnie, w głąb.

K.A.K-C

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: