Koniec_konca_recenzja_Wspomnienie_o_przeszlosci_Ziemi_kisielcichocka_pl

Koniec końca – recenzja „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” Cixin Liu

„Wszechświat jest tylko pęczniejącym trupem.”

Niedawno na fanpage’u wspominałam, że udało mi się zdobyć „Koniec śmierci” Cixin Liu i obiecałam, że podzielę się swoimi przemyśleniami po lekturze. Trochę to trwało, ale musiałam sobie poukładać to, co ze mną zrobiła ta książka. Ale po kolei.

„Koniec śmierci” to książka wieńcząca cykl „Wspomnienia o przeszłości Ziemi”.

Cykl składa się z trzech tomów:

  • Problem trzech ciał – 456 stron
  • Ciemny las – 672 strony
  • Koniec śmierci – 840 stron

Na polski rynek dystrybucją zajął się Dom Wydawniczy REBIS, a tłumaczem był Andrzej Jankowski (przekłady m.in. „Fundacji” Asimova i „Diuny” Herberta, a więc zna się na science-fiction).

Co wspólnego ma chińska rewolucja kulturalna z losem Wszechświata?

Autor w całym cyklu wysuwa na pierwszy rzut oka oczywistą tezę, ale zwiększa jej skalę. Teza jest wbrew pozorom ciekawa i jak najbardziej na czasie, a przytoczę ją na przykładzie. Wprowadzenie wilków do parku Yellowstone wpłynęło na bieg rzeki: LINK.

Paradoks Fermiego, czyli a może to dobrze, że obcy nas unikają?

Cytat ze wstępu przytłacza i mimo w zasadzie otwartego zakończenia, nie mamy pewności, co będzie dalej. Ostatni akapit próbuje tchnąć trochę optymizmu, bo przecież życie toczy się dalej, ale ciągle huczy nam w głowie widmo nakreślone przez trylogię. Lepiej, żeby obcy pilnowali własnego nosa.
Po przeczytaniu, zwłaszcza ostatniego tomu, czuję się nieswojo. Właściwie, to zarwałam noc rozmyślając nad tym, jaką wizję rzeczywistości nakreślił przede mną autor.

Wszechświat z niewyobrażalnych rozmiarów skurczył się do swojego końca.

To zupełnie odwrotna sytuacja niż ma miejsce w japońskim słowie „Yuugen”, o którym pisałam na fanpage’u. Po przeczytaniu trylogii spoglądam na niebo i widzę trupy. Nawet nie eksponaty w muzeum, tylko coś, co jest nieważne, nigdy nie było i nie będzie. Normalnie, gdy zdajemy sobie sprawę z ogromu Wszechświata, czujemy się mali. Nie w tym wypadku. To Wszechświat, mimo że wciąż ogromny, się skurczył. Zapadł.

Zawsze patrzyłam w gwiazdy z optymizmem, ciekawa, jakbym się „o tam” czuła. A teraz mam klaustrofobię, jak (*spoiler*) w przypadku ludzi, którzy doświadczyli czterech wymiarów i zmuszono ich do powrotu w trzy (*koniec spoilera*).

Technicznie o tekście

Książka porusza tak wiele aspektów, od technologii, socjologii po filozofię, że jest pełnoprawnym hard science-fiction, czyli moim ulubionym gatunkiem. „FIZYKA” i tak dalej 😉

Konstrukcyjnie i językowo, cała trylogia jest prosta w odbiorze. W każdym tomie przewija się kilkoro głównych bohaterów, niektórzy się pojawiają w kolejnej części w nowej roli, inni są tylko wspominani. Ci główni, z których perspektywy oglądamy świat są kimś „od nas”. Zabieg ten stosowany był w serialach i filmach fantasy dla młodzieży z lat 90. Bohater „stąd” trafia do nowego świata i przez to czytelnik poznaje zasady razem z nim. Proste i skuteczne, bo nie wymyślne zabiegi są istotne, a przekaz.

Tak samo znajduje się w tekście kilka kluczy kulturowych, ale nie zdradzę szczegółów, poza może jedną podpowiedzią. Mamy nawiązanie do Księgi Rodzaju. Z jednej strony w oczywisty sposób, z drugiej przyjemnie świeży, bo ciągnie za sobą cały ciężar konsekwencji.

Bajki Yun Tianminga

Jest to chyba coś, co mi się najbardziej podoba, a znowu nie jest skomplikowanym zabiegiem literackim. Historia w historii była już wiele razy. Nawet ten sposób, który wykorzystał Cixin Liu, nie jest niczym nowym, bo chodzi mi o pokazanie koncepcji fizyki za pomocą metafor (Kot z Cheshire?). Nie zmienia to faktu, że ten fragment daje chwilę oddechu, mimo że zrozumienie przekazu może wymagać doczytania kolejnych kilku rozdziałów książki.

Co nie zagrało

Mam w sumie tylko jeden zgrzyt, który bardzo mi przeszkadza w odbiorze całego cyklu. Choć może wyjść, że się czepiam albo pomyliłam hipotezy. Ale z racji tego, że tak daleko idące science-fiction musi niektóre rzeczy założyć, czyli z obecnych hipotez wybrać ścieżkę, na której opiera swoją fizykę, znalazłam nie pasującą mi niespójność.

W pierwszym tomie pojawiają się informacje o obiektach zwiniętych w wielu wymiarach. Te obiekty są istotną częścią drugiego tomu. Natomiast w trzecim tomie dowiadujemy się, że wymiary da się tylko spłaszczać, a nie rozszerzać. Coś tu nie gra.

Na koniec

Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla fanów hard science-fiction, choć fani ogólnego science-fiction też powinni być zadowoleni, jeśli odrzucą otoczkę filozoficzną. Nie są to lasery w kosmosie, ale znajdzie się też kilka smacznych opisów akcji.

Kto się będzie nudził?

Wszyscy fani lekkich czytadeł do poduszki. Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z science-fiction, bo podobał wam się ostatni Star Trek, to radzę poczytać najpierw coś bardziej rozrywkowego. Choć, może znajdą się odważni, którzy jednak uznają, że hard science-fiction jest gatunkiem w sam raz dla nich.

20 thoughts on “Koniec końca – recenzja „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” Cixin Liu

  1. Ładnie napisana recenzja, choć rzadko sięgam po „twarde” science-fiction i pewnie z omawianym cyklem się nie zetknę. Zwykle lektura takich pozycji jest dla mnie na dłuższą metę męcząca, a pomysły autora danej pozycji lubią kłócić się z moim światopoglądem na daleką przyszłość naszego gatunku.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Oj tak. Jak tylko znajdę coś równie dobrego, to będę polecać. Na razie polecam opowiadania Teda Chianga, choć poza „Historii twojego życia”, której była adaptacja filmowa, ciężko na niego natrafić.

Dodaj komentarz