Niezła sztuka

Niezła sztuka

– Hej, gdzie twoja dziewczyna? – piękna blondynka ubrana w czerwoną sukienkę poprawiła okulary przeciwsłoneczne, które wplątały jej się w kosmyki włosów.

Młody chłopak rozejrzał się niepewnie wokół, upewniając, czy to on jest adresatem.

– N-nie mam dziewczyny – odparł trochę zmieszany.
Przyszedł do tego klubu się napić. Nic więcej. No i dlatego, że nie mógł już wytrzymać w domu. Chciał coś zmienić. Dłuższa inspekcja obcisłego atłasu opinającego talię osy przekonała go o słuszności tej decyzji.
Na usta dziewczyny na chwilę wypełzł paskudny uśmiech, ale szybko znikł.
– Nie będzie ci przeszkadzało, jeśli się dołączę?
– Nie ma problemu – odzyskał rezon. – Jestem Krzysiek.
– Ze mną się nie można nudzić.
– Co proszę?
– Może się czegoś napijemy?
Spojrzała mu głęboko w oczy, sugestywnie oblizując wargi. Odwrócił na chwilę wzrok, ale zerknął ponownie ukradkiem na czerwoną, obcisłą sukienkę.
– Co byś chciała wypić?
Zamówiła najdroższego drinka. Egzotycznego z mnóstwem składników. Pieniędzy starczyło mu jeszcze na piwo. Znowu czeka go tydzień z berlinkami.
– Pójdziemy do loży? – zaproponowała.
Loże kosztowały. Były aktualnie poza jego zasięgiem. Uśmiechnął się przepraszająco.
– Zatańczymy – zaczepiła go śliczna studentka w jego wieku. Kręcone włosy zasłaniały jej połowę twarzy. – Szkoda nocy na alkohol, trzeba się bawić!
Odwrócił się do blondynki, ale ona już zagadywała kolejnego faceta.
Odstawił pusty kufel i dał się zaciągnąć na parkiet.
– Miło cię poznać, jestem Paweł.
– Cześć! Wiesz, że ta blondyna to kurwa?
Pominął milczeniem. Nie nawykł do poruszania tak bezpośrednich tematów z nowo poznanymi.
– I roznosi jakieś syfy – kontynuowała szatynka tuląc się do niego przesadnie. Zaczynało brakować mu przestrzeni.
Po niezręcznym tańcu przeprosił ją i czmychnął w stronę toalet.
– Porozmawiamy jak dorośli? – zaproponowała elegancka kobieta, sporo starsza od niego. Biła od niej pewność siebie.
Przytaknął trochę zaskoczony. Zaprowadziła go do swojej loży i zaczęła słuchać. Musiał z siebie tyle wyrzucić. Czuł się bezpiecznie, a ona była naprawdę dobrym słuchaczem.
– Dziękuję za miłą rozmowę – nachyliła się całując go agresywnie.
Wstała od stołu i bez słowa zniknęła wśród tłumu. Sięgnął do kieszeni, żeby sprawdzić godzinę. Komórka zniknęła. Tak samo jak kobieta.
Otwierając oczy zerknął jeszcze raz na listę nazwisk w swoim okręgu. W lokalu wyborczym panowała pełna skupienia cisza. Frekwencja nie dopisała. Pokręcił głową i poszedł wrzucić pusty głos do urny. Co za różnica, kto wygra?

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: