Pani K – Cztery

Glyjski patrzył na pustą tablicę korkową. Wszystkie notatki leżały rozrzucone na podłodze. Lewym butem stał na dzisiejszym wydaniu Kuriera Porannego. Dziennikarze przestali wymyślać kreatywne nagłówki, bo najbardziej poczytnym było jedno słowo. Oczko. Jakby nie mogli wymyślić jakiegoś bardziej adekwatnego określenia. Oczko było niepoważne i umniejszało grozie, jaka terroryzowała najznamienitszych obywateli miasta. Prezesi firm i politycy zaczęli wynajmować dodatkową ochronę, choć wcześniej w mieście żyło się spokojnie. Nawet bandyci mieli swoje zasady i rejony.

Czemu ten seryjny morderca, pierwszy od wielu lat w okolicy, skupiał się na najlepszych obywatelach? Nie wszystkie ofiary były bogate, ale wszystkie były wybitne.

Komisarz podniósł mapę miasta z zaznaczonymi miejscami zbrodni. Powiesił ją na środku tablicy i cofnął się o parę kroków. Patrzył przez dłuższą chwilę na zarys miasta. Dwie ofiary zginęły we własnych domach, ale pozostałe sześć już nie. Jedynym punktem wspólnym była strata lewego oka. I dotyczyło to też drugiej ofiary, trenera reprezentacji kraju w siatkówce, który oko stracił w młodości i nosił protezę. Oczko zabrało szklane oko. Gdyby mężczyzna nie miał akurat włożonej protezy, mogliby pominąć tę zbrodnię myląc ją jako zwykły rozbój.

— Po cholerę ci te oczy? — mruknął przytrzymując się za podbródek.

— Ja ci mówię, że to okulista — przez otwarte drzwi zagadał go przechodzący inspektor. — Albo jakiś inny medyk. Dziwne, że prasa go tak nie nazwała, nie? To Oczko to jakaś pomyłka. To tak jak porównać Zodiaka do Kena i Barbie, nie? Choć nie wiem, które z nich straszniejsze.

Glyjski zerknął na młodszego mężczyznę. Młodszy a starszy stopniem. I w tej konkretnie sprawie był jego bezpośrednim przełożonym. Ale jak się jest synem Komendanta Głównego, który z kolei kumpluje się z odpowiednim ministrem, to można spokojnie naginać metrykę i oficjalnie przyjętą ścieżkę awansów.

— Dobra, Glyjski, ogarnij biurko — inspektor wskazał na podłogę. — I idź się wreszcie przespać. Pruszko jeszcze w kostnicy, bo czekamy na kontakt z wdową, żeby go pokroić.

— Nie zastanawiałeś się, czemu nie było śladów walki? — rzucił komisarz w pustą przestrzeń, bo inspektor Ważny już poszedł. — Ofiara znała mordercę? Ale to się nie trzyma kupy…

Zebrał zdjęcia, notatki i wycinki z gazet i wrzucił je do kartonowego pudła na biurku. Potrzebował świeżego spojrzenia na sprawę, bo kręcił się w kółko.


Poprzedni

Następny

5 thoughts on “Pani K – Cztery

Dodaj komentarz