Pani K – Dwa

Mężczyzna upił łyk kawy. Podwójne espresso przyjemnie przepaliło przełyk. Zakaszlał, gdy żołądek ścisnął mu się w cichym proteście przeciwko kofeinie na czczo. Przygotowane leki leżały na talerzyku przy czajniku.

W domu było cicho. Jedyne dźwięki dochodziły z ruchliwego deptaka pod oknem. Szczekał pies. Jakaś kobieta krzyczała do drugiej, a ona jej odkrzykiwała ze sporej odległości. Rowerzystka próbowała przejechać i dzwoniła natarczywie na grupkę turystów, którzy kaleczyli język próbując dowiedzieć się czegoś więcej od przewodniczki. Pukanie do drzwi.
Na twarzy mężczyzny pojawił się cierpki uśmiech.

— Zegarki można ustawiać — mruknął pod nosem i wyciągnął z koszuli papierośnicę.

Otworzył ją. W środku leżały dwa papierosy. Zawahał się. Pukanie się powtórzyło.

— Chwila, już idę — krzyknął w pustkę domu.

Żona wróci za tydzień z wyjazdu. Na pewno dobrze się bawiła z przyjaciółkami. Planowały urlop od roku i znał na pamięć każdy fragment planu wycieczki.
Wstał i poprawił koszulę. Przechodząc koło lustra w przedpokoju przylizał włosy. Za przeszklonymi drzwiami stała postać w szarym płaszczu i narzuconym na głowę kapturem. Otworzył.
Spojrzała na niego ruda kobieta. Skinęła głową i weszła do środka bez trudu wymijając go w progu.

— Nie znam cię — zamknął drzwi. — Szefa nie ma?

— Zajęty — burknęła.

— Nie jestem pewien, czy mogę ci zaufać.

— Prowadź.

— Chciałbym najpierw zapalić. Poczęstujesz się? — wskazał na otwartą papierośnicę na stole.

Kobieta, dziewczyna właściwie, bo wyglądała na młodszą od jego żony, skrzyżowała ramiona. Wyglądało na to, że więcej odpowiedzi od niej nie uzyska. Wyciągnął z szuflady elektryczną zapalarkę, zamiast niej położył swoją obrączkę.

Zaciągnął się głęboko. Na chwilę go zamroczyło. Ostatniego papierosa wypalił, gdy rzucał pracę w jednej z większych korporacji, po to, żeby założyć własne imperium. Mógł nalać sobie whisky, choć nigdy nie przepadał za rudą. Zerknął na swojego gościa.

Dziewczyna stała niewzruszenie, choć mógłby przysiąc, że co jakiś czas bębni palcami. Jednak nie śpieszył się. To ona przyszła tu dla niego. Trochę się zawiódł, że przysłali szeregowego pracownika. Liczył na ciekawą rozmowę, jak właściciel dużego biznesu z właścicielem.

Papieros skończył się stanowczo za szybko.

— Jestem gotowy…

Dziewczyna rozpięła płaszcz. Pod spodem miała na sobie zwykłe dżinsy i nijaką bluzkę. Jedynie pasek był gruby, z wymyślnymi zdobieniami i sporą, równie ozdobną pochwą.

— Nie lubię frazesów, ale powiedz mi, czy to boli?

Wzruszenie ramion i ruch tak szybki, że nie wiedział co się stało. Wielki nóż tkwił w jego piersi.

— Mnie nie — odpowiedziała ruda.


Poprzedni

Następny

8 thoughts on “Pani K – Dwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.