Pani K – Dwanaście

Spis treści

Rozdział 4

— No, postaraj się. Na pewno pamiętasz — zachęcił profesor studentkę.

Dziewczyna, ubrana w króciutką mini i szeroki dekolt wyraźnie się nie przygotowała do egzaminu ustnego. Profesor Sutterson pokręcił głową i miał już wstawić dwóję do indeksu, gdy dziewczyna zerwała się na równe nogi.

— Ale ja jestem przygotowana! — zakrzyknęła i trochę podwinęła spódniczkę.

— Dobrze, to odpowiedz na moje pytanie — powiedział spokojnie profesor.

Dziewczyna zalała się łzami i usiadła.

— Zapraszam w drugim terminie — oddał jej indeks z wpisaną ołówkiem oceną. — Mam gumkę, to wymażemy tę dwóję.

Studentka uśmiechnęła się szeroko, podziękowała i wyszła z gabinetu. Sutterson zamknął na chwilę oczy wsłuchując się w błogą ciszę. Po czym wyjrzał przez okno, żeby zobaczyć rozświetlony latarniami kampus. Sesja zajmowała za dużo cennego czasu. Podszedł do tablicy i dopisał kolejną linijkę obliczeń. Zerknął na zegar na dziedzińcu i skreślił fragment wyliczeń. Pisał coraz szybciej i stawał coraz mniejsze znaki. Skończył linijkę. Ktoś zapukał do drzwi.

— Proszę — powiedział odkładając kredę.

— Dzień dobry, mogę jeszcze na egzamin? — do środka zajrzała kolejna studentka.

— Oczywiście, zapraszam — uśmiechnął się z ulgą. — Może herbaty?

— Nie… Dziękuję, ja tylko na… egzamin…

— Dobrze, tak, tak. Siadaj proszę. Daj indeks.

Studentka podała poplamiony kawą i czymś tłustym indeks. Oboje usiedli po przeciwnych stronach biurka. Sutterson złapał za długopis i od razu wpisał piątkę.

— Opowiedz mi, czemu zdecydowałaś się studiować matematykę? — zapytał z szerokim uśmiechem. Nie kojarzył dziewczyny, więc prawdopodobnie nigdy nie pojawiła się na jego wykładzie.

— Bo to królowa nauk!

Mimo bolącego frazesu, profesor dalej się uśmiechał. Podpytał dziewczynę o plany na przyszłość. Czy w jakiś sposób były związane z tą królową nauk. Niestety studentka planowała po studiach wyjść za mąż i już nie pracować, ale hobbystycznie będzie śledziła jego publikacje.
Pokiwał głową udając uznanie. Niech myśli, że mu schlebia.

— No dobrze, a jak ci się jak na razie studiuje?

— Bardzo dobrze, tylu ludzi poznaję. Na uczelni jest więcej osób niż w mojej wsi.

— W wielkim świecie jest ich jeszcze więcej. A liczb jest jeszcze więcej i są jeszcze piękniejsze…

— Panie profesorze, czy wszystko w porządku? — zdziwiła się studentka.

— Tak, tak. No dobrze, nie będę marnował twojego czasu. Proszę — podał jej indeks.

Dziewczyna rozpromieniła się. Podziękowała po stokroć i wybiegła błyskawicznie z gabinetu.
Profesor chciał ją jeszcze na chwilę zatrzymać, ale nie mieli o czym rozmawiać. No i studentki już dawno nie było. Sutterson spojrzał na swoje wyliczenia i chciał wstać coś poprawić, gdy usłyszał pukanie do drzwi.

— Wejść – warknął ostro.

Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Do środka weszła młoda dziewczyna w szarym płaszczu z kapturem.

— O. Kolejna na egzamin? — ucieszył się. — Daj indeks.

Dziewczyna rozpięła płaszcz i zdjęła kaptur. Zobaczył zdobiony pas i złapał się za koszulę. Westchnął, po czym uśmiechnął przyjaźnie do gościa.

— No dobrze. Chciałem porozmawiać — wskazał na swój fotel.

Rudowłosa skrzyżowała ramiona.

— Siadaj, klient prosi — rozkazał mężczyzna. — Mogę złożyć zażalenie, że nie przyszedł twój szef.

Ruda uśmiechnęła się lekko, ale spełniła jego prośbę.

— Szef ma pilne sprawy — rzuciła zdawkowo.

— Aha. A ja nie jestem pilną sprawą — profesor zacisnął pięści. — Mam ostatnią prośbę, a wiem, że możecie to zrobić.

Dziewczyna spojrzała na niego pytająco. Wstał i podbiegł do tablicy.

— Pomóż mi dokończyć ten wzór — złapał za kredę. — On musi być skończony. Bez tego uznam, że nie wypełniliście swojej części umowy.

Uśmiechnął się w duchu. Nad tym wzorem pracował bardzo długo i zaczynał sądzić, że nie będzie można go dokończyć.
Dziewczyna podeszła do tablicy i wskazała na początek.

— Założenia są błędne — powiedziała. — Poczekam pięć minut.

Profesor podszedł i przyjrzał się swoim obliczeniom. Wytarł początek, poprawił i odsunął się o krok. Całość zaczynała nabierać sensu. Zaczął poprawiać i uzupełniać. Pisał jak opętany. Dzieło życia. Tyle lat próbował stworzyć coś podobnego. Wzór ostateczny, który uplasuje go między Turingiem a Hawkingiem. Pisał. Byle skończyć. Tablica się skończyła, złapał za kartkę i pisał dalej. Postawił ostatnie zero.

— Skończyłem! — ucieszył się.

A potem zobaczył błysk noża. Bardzo dużego noża.


Poprzedni

Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.