Pani K – Jeden

Pani K – Jeden

— Piękna robota — komisarz przyglądał się leżącemu na stole ciału. — I pewnie jak zwykle nie ma żadnych śladów, prawda?

Nikt z zebranych na miejscu zbrodni nie odważył się zabrać głosu. Ciało pięćdziesięciolatka starannie sprawiono i ułożono. Na środku białej koszuli była krwawa plama, a jedno otwarte oko błyskało białkiem na śledczych. Pusty oczodół lewego oka nabrzmiał od zebranej krwi.

— Znowu oko i życie?

Technik zabezpieczający ślady tylko wzruszył ramionami z wyraźnym obrzydzeniem. Komisarz wyciągnął z czarnej torby szczypce i za ich pomocą rozchylił ostrożnie poły koszuli. Brakowało środkowego guzika, więc bez trudu mógł przyjrzeć się zaschniętej na ranie krwi.

— Prosty sztych — skomentował i machnął ręką na swoją asystentkę, kobieta notowała beznamiętnie każdy szczegół. — Ofiara niczego się nie spodziewała. Z ułożenia ciała wynika, że przestępca zajął się okiem dopiero po śmierci ofiary. Który to przypadek?

— Ósmy — podsunęła asystentka ciągle notując. — Oczko zabrało już ośmiu porządnych obywateli.

— Pani Lotte! Proszę nie używać tego cholernego określenia pismaków. Wystarczy, że pewnie zaraz te hieny będą krążyć za drzwiami.

— Przepraszam, szefie — Gertruda Lotte nie okazała skruchy i poprawiła coś w swoich notatkach.

Komisarz Glyjski wrócił do inspekcji ciała. Poza dwiema ranami nic nie świadczyło o tragedii. Na palcu mężczyzny wyraźnie odciśnięty był ślad po obrączce.

— Poszukajcie jego obrączki, ktoś się kontaktował z wdową?

Dwóch techników pokręciło głowami, obaj zajęli się pracą, choć widok pustego oczodołu nawet doświadczonymi potrafił wstrząsnąć.


Następny

5 Replies to “Pani K – Jeden”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: