Pani K – Jedenaście

Gdy wdowa opuściła komisariat, Glyjski zadzwonił do prosektorium.

— Tak, kiedy będą wyniki Pruszko? — zamilczał. — Cokolwiek. Co z tym okiem?

Odłożył słuchawkę i rozsiadł się głębiej w fotelu. Założył dłonie za głowę i przekręcił się w stronę mapy. Po chwili namysłu zerwał się z fotela i złapał za swój płaszcz.

— A ty dokąd? Czekam na oświadczenie — zatrzymał go inspektor.

— Prześlę wieczorem. Jadę na miejsce zbrodni.

Złapał taksówkę i podyktował adres.

Po kwadransie dojechał pod nowy apartamentowiec. Wyciągnął klucze i wjechał na ostatnie piętro. Inspektor dalej nie wiedział, że klucze nie wróciły do depozytu, ale na pewno się domyślał. W końcu dał Glyjskiemu w miarę wolną rękę.

Otworzył mieszkanie Olfego i wszedł do środka. Światło zapaliło się automatycznie. Oklejony żółtą taśmą kształt wskazywał na położenie zepsutego robota leżącego u szczytu schodków. Analiza nie wykazała jednak na nim śladów. W mieszkaniu były odciski należące do Olfego i jego dwóch sprzątaczek. Pani Barbara znalazła ciało swojego pracodawcy, a Angela była pod wieczór na chwilę oddać klucze przed swoim urlopem. Żadna z nich nie zauważyła wcześniej nic podejrzanego, choć pani Barbara podczas zeznań cały czas się modliła za duszę zmarłego.

Komisarz poszedł do sypialni, łóżko uprzątnięto, ale zaznaczono taśmami położenie ciała.

— Dałeś się zadźgać mając gnata… — pokręcił głową i zauważył leżącą za szafką zużytą prezerwatywę. Wyciągnął z kieszeni torebkę i szczypce i nałożył lateksowe rękawiczki. — Może nie mogłeś się skupić? Który technik przeoczył, dostanie po premii…


Poprzedni

Następny

5 thoughts on “Pani K – Jedenaście

  1. Akurat przeczytałem na razie tylko ten rozdział, ale to dlatego, że zaintrygował mnie tytuł, jak tylko go zobaczyłem. Co do treści to widzę ładnie napisaną, zwartą, ale pełną informacji scenę „śledczą”. Z pewnością zerknę na poprzednie części tego tekstu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.