Podnieś rękawicę – część druga

Kolejna część Rękawicy – czyli wracamy do Oblatywaczy, a raczej do wszystkich innych poza nimi. Kolejna pojawi się za tydzień. Wszystkie pozostałe teksty możecie znaleźć pod tym linkiem.


Podnieś rękawicę

Część 2

Okrągły stół, by nikt nie czuł się gorszy. No i spotkania osobiste. Twarzą w twarz. Tych elementów nie lubił. Miał kiedyś takiego sponsora, nie wiedział z jaką spółką jest połączony, ale nie szczędził grosza. Emmet czy Elliot, chyba Elliot się nazywał. Prawdziwy filantrop. “Masz, na nowe gogle, bo w tych źle wyglądasz na wizji” o tak mówił robiąc przelew. Ale jakieś pół roku temu przelewy się skończyły, a o Elliocie słuch zaginął. Pewnie podpadł komu nie trzeba. Przynajmniej nie potrzebował spotkań, szybki kontakt przez sieć wystarczył. Ale MedEx był dużą korporacją, a nie prywatnym filantropem. Ich obowiązywały procedury, których Max nie lubił. I tak większość spotkania prowadziła Alice. Siedziała obok niego z otwartym staroświeckim notesem, jedna z niewielu fanaberii na jakie pozwalała sobie powściągliwa kuzynka. Dodatkowo potrafiła bardzo ładnie pisać, kaligrafowała wręcz każdą literę jakby była to najwyższa forma sztuki jaką stworzył człowiek.

Czekali na ostatniego członka rady nadzorczej korporacji. Max nie rozumiał, czemu musieli spotykać się z wszystkimi osobami z zarządu, skoro to MedEx jako pierwszy wystosował propozycję współpracy, a po zaopiniowaniu przez prawnika przedsiębiorcza kuzynka nie wniosła żadnych poprawek. Czyżby mieli negocjować coś ekstra? Na to nie był przygotowany i nie był pewny jak może zareagować. Nie lubił niespodzianek w prawdziwym życiu. Niespodzianki w codzienności mogły skończyć się źle. Dlatego na przykład nie latał w kosmos. Jako jedyny w swojej lidze. W niższych ligach gracze nie latali, bo po prostu nie było ich stać. Maxa nigdy nie ciągnęło do gwiazd, wolał te wirtualne. Choć pewnie gdyby urodził się na jakiejś podrzędnej planecie, czy nawet stacji kosmicznej, wtedy nie miałby wyjścia. Najważniejsze turnieje odbywały się na Gai, a pomniejsze miały zbyt małe nagrody, by w ogóle rozważyć w nich uczestnictwo.

Drzwi otworzyły się i do ostatniego wolnego krzesła podszedł niski człowieczek z pokaźną łysiną na głowie. Dziwne. Wielka korporacja, a jedna z decydujących osób w firmie nie robi nic ze swoim wyglądem, by dopasować się do pięknej i młodej reszty. I to w korporacji, która specjalizowała się w przedłużaniu młodości. Mężczyzna skinął głową wszystkim zebranym i rozsiadł się w fotelu krzyżując palce dłoni. Spojrzał wyczekująco na Alicję, która chrząknęła nerwowo. Czyli łysy człowiek jest kimś ważnym, pewnie dyrektorem finansowym albo kimś takim.

– Dzień dobry państwu, nazywam się Alice Osuch, a to jest mój klient, Max Osuch, znany pod pseudonimem Szalony Maks, jest nam niezmiernie miło, że możemy się z państwem spotkać osobiście, po dotychczasowej korespondencji mailowej.

– Pani Alicjo – przerwał łysy. – Do rzeczy, nie mamy całego dnia na uprzejmości.

Kuzynka poprawiła ustawienie notesu na stole. Nie dość, że łysy był kimś ważnym, to jeszcze wytrącił dziewczynę z równowagi podczas jej prezentacji. Max uśmiechnął się do niego kopiując jego pozę na krześle. Fotel dopasował się idealnie do ciała. Gdyby nie standardy turniejowe, wymieniłby swoje krzesło do gry na takie. Nieważne, ile kosztuje.

– Przyszliśmy do państwa kontynuować nasze negocjacje związane z umową, którą państwo zaproponowali. Liczymy, że nasza współpraca będzie owocna.

– Owocna, to może być kariera pogodynki – burknął łysy, a Maks parsknął. – Zgodziliście się na operację i na sponsoring, co tu jest jeszcze do negocjowania?

Max wiedział, że kuzynka wyciągnie zaraz ciężki kaliber, bo potrafiła znieść tylko trochę braku szacunku, a ten facet od początku spotkania przeginał. Zmiana nastąpiła w momencie, gdy dziewczyna zamknęła okładkę notesu i położyła na nim dłoń.

– Panie prezesie – rzuciła pochylając się do przodu. – Żądacie od nas całkowitej wyłączności przez kolejnych dziesięć olimpiad, a w przypadku braku uczestnictwa w tychże, rekompensaty finansowej wielokrotnie przekraczającej standardowe koszty zabiegu, który oferujecie. I pan śmie twierdzić, że nie mamy nic do negocjowania? Zacznijmy chociażby od tego, że umowa nie zabezpiecza mojego klienta w przypadku odwołania zawodów z winy organizatora. Tak się nie traktuje swojej wiodącej maskotki, panowie!

O karach finansowych nic nie wiedział. Zawsze jakieś były, na tym polegały umowy. Ale o tym, że miałby płacić karę, gdyby olimpiada się nie odbyła Alicja nic nie mówiła. Bardzo nieładne zagranie ze strony MedExu.

– Kolejny punkt – Alice zmrużyła oczy jakby przekładała kartki umowy. Miała bezbłędną pamięć do tekstów, wszystko co przeczytała zostawało jej w głowie. – Wasza ingerencja w codzienne vlogi jest nie do przyjęcia. Rozumiem, że obawiacie się o skojarzenie mojego klienta z waszą firmą w przypadku, gdyby według was użył nieodpowiedniego sformułowania, ale uwierzcie mi, że codzienne vlogi muszą pozostać w takiej formie jak dotychczas. Fani chcą znać życie Maxa, a nie ocenzurowaną notkę prasową związaną z produktem. Naprawdę nie wystarczy wam, że wszystkie jego następne zwycięstwa będą zasługą waszego sprzętu? Nikt nie będzie pamiętał poprzednich wyników, bo liczyć się będzie tylko seria zwycięstw po zabiegu. Możemy w ramach ustępstwa, umówić się tu na autoryzowanie filmów związanych z procedurą, choć wizerunkowo odradzam ingerencję w przedstawiony materiał. Oczywiście, jeśli Max nagra coś podczas całego zabiegu, co nie powinno mieć szerszej rzeszy widzów ze względu na tajemnicę handlową, skasujemy ten materiał, ale w tym wypadku lepiej będzie nie puścić odcinka niż domontowywać nieprawdziwe stwierdzenia. Dwanaście lat ten system działał bez zarzutu, a fani przyzwyczaili się do braku cenzury na kanale Maxa i jego bezpardonowości. Nagła zmiana teraz może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego. Ludzie zaczną komentować negatywny w ich mniemaniu wpływ przeprowadzonej operacji, która zmieniła osobowość ich ulubionego mistrza. Tego ani my ani tym bardziej wy nie chcecie.

Przytaknął podświadomie, gdy kuzynka skończyła przemowę. Jeśli nie kupią tych argumentów, dwa razy się zastanowi, czy na pewno pchać się w tę współpracę. W końcu jak na razie był niepokonany. Pytanie, czy zdąży nauczyć się swojego nowego ciała przed eliminacjami? Bo to byłoby najgorszym zakończeniem całej zabawy we współpracę z MedExem.

– Pani Alicjo – prezes uśmiechnął się. – Nie wiem, kto wymyślił punkt z vlogami, sam je oglądam dość często i nie wyobrażam sobie innego Maksa. Prawdopodobnie też uznałbym, że operacja pomieszała mu w głowie.

Tego Max się nie spodziewał. Jednak te korpo-szczury wiedziały z kim będą współpracować. To miłe z ich strony.


Poprzednia część

Następna część

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.