Podnieś rękawicę – część trzecia

Już trzecia część Rękawicy – co tam u Maxa i Alice? Kolejna pojawi się za tydzień. Wszystkie pozostałe teksty możecie znaleźć pod tym linkiem.


Podnieś rękawicę

Część 3

Reszta spotkania przebiegła gładko i nim Max się obejrzał, wsiadali do windy. Alicja miała zaciśnięte usta przez całą drogę do ich limuzyny. Rozsiedli się na fotelach, a pojazd automatycznie ruszył i gładko włączył się do tunelu z głównym nurtem innych samochodów. Dopiero wtedy kuzynka westchnęła głośno rozluźniając się.

– Nie bylo aż tak źle – zaśmiał się Max nalewając sobie szklankę napoju izotonicznego.

– Nie było źle? – wybuchnęła niespodziewanie. – Było tragicznie! Nie zamierzają w żadnych punkcie schodzić z tonu, cudem będzie jeśli jakoś się wyślizgamy z tej kary przy olimpiadach!

– Odniosłem inne wrażenie – obruszył się chłopak krzyżując ramiona, dziewczyna podważała jego osąd, na szczęście prywatnie, ale z reguły Maksowi wydawało się, że dobrze zna się na ludziach. – Prezes ogląda i lubi moje vlogi.

– Prezes będzie oglądał i lubił wszystko, co jest mu aktualnie potrzebne do zdobycia kontraktu, na którym słupki sprzedaży skoczą. Nawet sprawy wizerunkowe te szuje przeliczają na procenty. No nic, dałam im dziś do myślenia, a do podpisania umowy mamy jeszcze dwa dni, więc może uda się coś jeszcze ugrać. Tylko przy najbliższych vlogach błagam nic nie wspominaj o trwających negocjacjach, ani tym bardziej nie teasuj tej cholernej operacji, bo będzie źle.

– Aż tak głupi nie jestem – bąknął, choć faktycznie już planował jakiś niewiele mówiący teaser, żeby podkręcić atmosferę przed kolejnym meczem. No nic, sprawa będzie musiała poczekać aż podpisze papiery.

Powinien wrzucić dziś jakiegoś vloga, ale w związku z tajnym przez poufne nie miał za bardzo materiału. Przez całe spotkanie nawet nie przemyślał sprawy dzisiejszej rozgrywki.

– Zatrzymajmy się w jakiejś kawiarni – przerwał chwilową ciszę.

Kuzynka nie okazała zdziwienia, zbyt dobrze się znali po tylu latach wspólnej pracy. Odpaliła panel kontrolny limuzyny, przeanalizowała szybko mapę i wybrała którąś z knajp, których do tej pory nie odwiedzali, a która, według ikony podskakującej nad nią, miała od dziś nowego baristę prosto z Gliese. W sam raz na wieczorny odcinek pierdół z życia Szalonego Maksa.

Kawiarnia nie była zbyt popularna, choć desperacko starała się zdobyć tę popularność używając całego wachlarza trików promocyjnych. Gdy tylko ich limuzyna wjechała na uliczkę nieopodal, mapa wyświetliła im promocję dla nowego klienta. Maks szybko prześledził ich poczynania w sieci. Wszędzie było ich pełno, ale w taki wyważony i nawet sympatyczny sposób. Nie sprzedawali erotyzmem, jak to robiły gorsze, choć bardziej popularne firmy. Oraz nie mieli zakazu kręcenia jak w niektórych z popularnych miejsc. Coffee-Break po prostu miało pecha albo zbyt nijaką nazwę lokalu.

– Róbmy live, co? – w przypływie impulsu rzucił Maks, gdy wysiadali na parkingu. – Muszę się trochę rozkręcić przed następnym spotkaniem z naszymi ulubieńcami.

Alice uśmiechnęła się tylko. Nieczęsto występowała w jego filmach, ale miała też swoją grupkę wielbicieli, bo fanami tej widowni nie można było nazwać, więc od czasu do czasu pojawiała się na wizji, żeby podskoczyły statystyki. Miał takie szczęście, że trafiła mu się ładna kuzynka, do tego z głową na karku. Choć zabierała sporą część jego wypłaty, nigdy nie zdecydowałby się na innego menadżera.

Fani lubili filmiki live. Mimo, że teoretycznie nie były w ramówce i nie wiadomo było, kiedy się pojawią, zbierały większą liczbę wyświetleń. Mimo, że powiadomienia były wysyłane raptem pół minuty przed rozpoczęciem transmisji, jak na przykład teraz, gdy Maks ustawił kamerę na ciągłe przesyłanie.

– Cześć! – rzucił do kamery z progu kawiarni. – Dziś zawędrowaliśmy z Alicją do Coffee-Break, sympatyczna knajpka tuż przy głównej trasie. Chyba nasze wspólne wypady na kawę niedługo staną się stałym punktem programu. Co wy na to? Wiecie, gdzie głosować, ankieta jest pod spodem – zaakcentował ostatnie słowo wskazując dłonią na podłogę. Sterowana kamera obróciła się w stronę menadżerki, która akurat wybierała stolik.

– Al, powiedz coś – zażartował Maks zbliżając pod kątem na smukłą twarz dziewczyny, gdy poprawiała długie blond włosy.

– Napiłabym się espresso – uśmiechnęła się tak samo, jak w momentach, w których komunikowała o zdobyciu kolejnego sponsora.

Max nie był nigdy działaczem ani wolontariuszem, ale gdy miał okazję, to starał się pomagać innym. Jeśli obsługa Coffee-Break podchwyci temat, szybko się wybiją na trendującą kawiarnię w tym tygodniu. Zważywszy, jak sprawnie sobą zarządzali, powinni wykorzystać okazję. Możliwe, że ich zła passa zostanie przerwana przez jednego skutecznego gracza.

Wybrali dwuosobowy stolik w rogu, by widać było całe wnętrze kawiarni. Maks zastanawiał się, ilu ciekawskich fanów zdąży pojawić się podczas całego materiału. Dodatkowa praca, którą sobie dziś spontanicznie narzucił, ale czasami potrzebował kontaktu z ludźmi na siłę, żeby wiedzieć, o czym i jak się mówi. Sama obserwacja była dobra, ale nie mogła zastąpić bezpośredniego kontaktu. Kamera krążyła między nimi, gdy przyglądali się menu na stoliku. Alicja bez wahania wcisnęła espresso ze słodkim uśmiechem.

– Patrz – zakrzyknęła grając uroczą asystentkę. Nie lubił, gdy to robiła, bo z reguły była przyziemna i konkretna, ale na widownię to działało, więc jemu pozostało tylko tolerować i znosić. – Mają opcję ciastka niespodzianki! Coś dla mnie, nigdy nie potrafię się zdecydować na słodkości.

Uśmiechnął się pobłażliwie.

– Ja spróbuję wszystkie pączki w mieście – powiedział pewnie, zaznaczając odpowiednią pozycję na menu.

Terminal potwierdził zamówienie, wyświetlił komunikat “Za chwilę obsłuży was prawdziwy człowiek – mamy takich!”, co zostało dokładnie nagrane i skomentowane przez Maksa przy wtórującym mu chichocie kuzynki. W tym czasie do knajpy weszła dwójka ludzi, gdy tylko zobaczyli kamerę, pomachali jej. Kamera skupiła się chwilę na nich, oddając honory. Max w tym czasie mógł skupić się na studiowaniu wnętrza knajpy, które będzie musiał skomentować pod koniec odcinka. Licznik wyświetleń z tyłu kamery przekroczył już sto tysięcy, a dopiero się zaczynał rozpędzać. Trochę go irytowało, że filmy z Alicją miały lepsze wzięcie, a chyba najbardziej irytowało go to, że przynajmniej 10% tych wyświetleń służyło zaspokajaniu rozszalałych od hormonów żądz. Ale w czasach, gdy za każde unikatowe wyświetlenie ponad próg kwotowy dostawało się jedną tysięczną kredytu od serwisu i kolejną od sponsorów głównych, vlogera nie interesowały motywy użytkowników. Zwłaszcza, że warunek złotego interesu był jeden. Film musi przekroczyć sto tysięcy wyświetleń, by zacząć na siebie zarabiać. A ich wycieczka na kawę właśnie zaczynała się zwracać. Niech zużywają celulozę i antyseptyki, byle stan konta się zgadzał.

Alicja przybrała jedną ze swoich naturalnych póz, których nie pokazywała przed kamerą, a która według Maksa była cholernie seksowna. Oparty na dłoni podbródek, lekko zamyślone spojrzenie i przygryziona dolna warga. Nakierowując kamerę na siebie przypilnował, by uchwycić najazd na dziewczynę. Mały bonus dla wiernych wielbicieli zespołu Al.

– Ciekawe, ile poczekamy. Ile szacujecie? – do kawiarni weszła kolejna grupka, tym razem aż cztery osoby, jedna z nich wskazała dłonią na kamerę. Maks wykorzystał to, by zrobić oblot po knajpie, uchwycić nowych “gości” i skomentować wystrój. Licznik wędrował do trzystu tysięcy w zastraszającym tempie. Zerknął na komentarze i odpowiedział na parę na wizji. Alicja dorzuciła swoje trzy grosze, gdy do ich stolika podeszła młoda, niebrzydka dziewczyna z szerokim uśmiechem.

– Cześć! Witam w Coffee-Break, przyniosłam wasze zamówienie. Mam nadzieję, że za długo nie czekaliście, ale nasz nowy barista właśnie siedzi na twoim kanale i śledzi live-streama. Mieliśmy odciąć sieć, ale nikt nie miał odwagi, żeby to zrobić.

Wszyscy zaśmiali się sympatycznie, łącznie ze stolikiem obok. Liczba wyświetleń przekroczyła milion. I to nie milion krótkich wejść, nie, to był milion unikalnych, stale wpatrzonych w ekrany użytkowników. Jeśli to nie przekona tych oszołomów od słupków z MedExu, to Max nie chce mieć z nimi nic wspólnego.

Gdy zajadali się pysznymi ciastkami, popijając kawę, Max analizował w myślach zyski z dzisiejszego filmu, dzięki któremu być może będzie miał na wpisowe do eliminacji do olimpiady. Jeśli doda zarobki z poprzednich pięciu meczy. Pięć tysięcy cholernych kredytów, żeby w ogóle zawalczyć o miejsce na olimpiadzie. W większości zdobyte na wyjściu na kawę za pięćdziesiąt kredytów. Pomówmy o ekonomii. Utarg samego Coffee-Break też nie będzie taki zły, bo w tej chwili w knajpie nie było ani jednego wolnego miejsca, a dwójka kelnerów dwoiła się i troiła, żeby obsłużyć wszystkich jak najszybciej i najsprawniej. Choć na razie nikt nie miał dość odwagi, żeby ich zagadać.


Poprzednia część

Następna część

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.