Zajazd Rozjazd

Zajazd Rozjazd

Pobierz e-booka:

(paczka formatów pdf, epub, mobi)


Przeczytaj fragment:


Zajazd Rozjazd

Gdy Bruno i Mio wyszli z lasu natrafili na rozstaje dróg. Drewniany słup stojący przy drodze miał pourywane drogowskazy, a w trawie przy trakcie leżała jedna z tabliczek. Zachodzące słońce oślepiło ich na chwilę i dopiero, gdy przesłonili dłońmi oczy, dostrzegli zarys budynku. Im dłużej się przyglądali, tym wyraźniejszy stawał się tynkowany szachulec, pokryty świeżą strzechą dach i małe okienka z bieloną framugą trzymającą naciągniętą błonę. Po dłuższej obserwacji widać było, że nie jest to błona, a mleczne szkło. Nad ciężkimi wrotami z drewna obitego w żelazo przybito podłużną deskę przypaloną w dekoracyjne wzory.

Na desce wymalowano białą farbą napis:

ZAJAZD ROZJAZD

— Noo, gdzieś przenocować trzeba, a ta karczma wygląda przyzwoicie — bąknął wojownik, przerywając niezręczną ciszę, która towarzyszyła im przez większość drogi przez las.
Elfka skrzyżowała ramiona, stając w lekkim rozkroku i pokiwała głową z uznaniem. Poprawiła torbę i ruszyła nie przyglądając się pozostałym zabudowaniom wyłaniającym się z wieczornej mgły.

Parę metrów za głównym budynkiem niski chłopiec rozpalał latarnie na wewnętrznym dziedzińcu, pomiędzy stajnią a klepiskiem przed drewnianą stodołą. Brama do wozowni była uchylona i wybiegły z niej trzy czarne psy. Zatrzymały się obok stajennego, siadając w rzędzie. Wszystkie pyski bacznie obserwowały jego pracę. Gdy ostatnia latarnia zapłonęła, rozbiegły się po terenie zajazdu.

Bruno dołączył do Mio stojącej przed drzwiami.

Tupała nogą wskazując na wejście. Wojownik westchnął, poprawił miecz na plecach i weszli do środka.
W progu uderzył ich zapach przygotowywanego jedzenia, który przypomniał im o zjedzonych przez dzikie zwierzęta zapasach. Z krzesła stojącego obok drzwi podniósł się dobrze zbudowany mężczyzna. Jego łysa czaszka pokryta była tatuażami, a przy grubym pasie spinającym strój podróżny, wisiał przypięty spory nóż rzeźnicki – różnił się tym od zwykłego, że jego głownia posiadała wycięcie w kształcie półksiężyca na grzbiecie. Łysy obrzucił ich wnikliwym spojrzeniem ciemnych oczu, które w ciepłym oświetleniu świecznika wydawały się całkiem czarne. Dokładnie zlustrował broń na plecach Bruna.

— Nie strasz państwa — pchnęła go rudowłosa dziewczyna w prostej sukience i fartuszku. — Zapraszamy, zaraz poszukam wolnego stolika. Jestem Zosia, będę się wami dziś zajmować.

Niosła dwa kufle na tacy, które momentalnie przypomniały Brunowi jak bardzo był spragniony. Ochroniarz skinął i wrócił na swoje miejsce. Dopiero wtedy mogli przyjrzeć się zatłoczonemu wnętrzu karczmy. W głównej sali było mnóstwo gości, którym usługiwały trzy rude kelnerki. Za ladą drewnianego baru po lewej stał młody chłopak, również rudy, zajęty wpisywaniem czegoś do kajetu. Po dwóch stronach lady były drzwi. Te po lewej otwierały się i zamykały co chwila, gdy kelnerki biegały do kuchni po zamówienia.

#

Dziewczyna zaprowadziła ich w głąb obszernej sali i posadziła pod ścianą przy wejściu do mniejszej salki wewnątrz. Stolik obok zajmował pochylony nad pustym kuflem jegomość. Na jego czoło opadał czarny kaptur wełnianego płaszcza, choć w środku było wyjątkowo ciepło.
Gdy Mio ułożyła swoje rzeczy pod krzesłem, kelnerka podała im kartę dań.

— Czy jest może jeszcze jakiś wolny pokój? — zapytał Bruno, gdy składali zamówienie.
Rudowłosa skinęła uśmiechając się serdecznie i machnęła na stojącego za ladą chłopaka. Tamten podbiegł wpadając na biegającego pomiędzy stolikami kilkuletniego chłopca. Do dziecka dobiegła inna kelnerka i zaprowadziła je do salki obok.

— Jeden pokój? Mamy… — bez pytania barman, a raczej recepcjonista przyjrzał się im uważnie — trzynastkę. Po posiłku zapraszam do mnie. Wpiszą się państwo na listę gości i uiszczą opłatę. Dwa srebrne od osoby.

— Tanio — wymsknęło się wojownikowi.

— Noclegi nie są naszym podstawowym źródłem dochodu — wyjaśnił niewzruszenie chłopak.

— Jedzenie chyba też nie — rzuciła elfka zerkając na kartę dań, ale zamknęła ją wracając do kontemplowania wnętrza.

Zakapturzony ze stolika obok poruszył się niespokojnie, gdy recepcjonista spojrzał na niego odchodząc. Kelnerka skinęła i poszła do kuchni złożyć zamówienie. Po drodze bez trudu złapała kufel, spadający ze stolika trzech zajętych grą w kości mężczyzn. Nie zwrócili uwagi, gdy pełny kufel stanął na swoim miejscu nie uroniwszy kropli. Do ich stolika dosiadł się czwarty, potężny wojownik z wytatuowanym torsem, przeoranym bliznami zdobytymi podczas walki. Długie czarne włosy wplątały mu się w pasek od zapiętego na plecach topora i gdy odkładał broń obok, wyraźnie się skrzywił, widząc wyrwane kosmyki. Walnął pięścią w stół i złapał za kubek z kośćmi.

W honorowym punkcie sali dwójka muzyków, młoda dziewczyna i jej starszy mentor stroili instrumenty szykując się do występu.

Konkurencję robiły im trzy starsze kobiety, płaczki lamentujące nad małym obrazkiem położonym na środku stolika. Wokół obrazka postawiono trzy talerze z kaszą z białym serem oblanym miodem, kawałek dalej na drewnianej desce leżał pokrojony na kromki chleb.

Do nosa głodnego Bruna dotarł drażniący zapach ziół. Początkowo wziął go za przyprawy używane w kuchni, ale szybko okazało się, że pochodzą od siedzącego przed kominkiem starucha, który kopcił przedziwną długą fajkę z wyraźnym zamiłowaniem.
Bruno oparł dłonie na stole. Pod palcami wyczuł wyryte zagłębienia w drewnie. Wyglądały tak, jakby ktoś po pijaku próbował grać w kółko i krzyżyk. Elfka z nudów zaczęła odrywać kulki jarzębiny z małego bukietu postawionego na środku stolika.

— To nie działa — rzucił w ich stronę zakapturzony, zerkając nerwowo naokoło. — Nawet sól…
Wojownik chciał podpytać o co tamtemu chodzi, ale przeszkodził mu hałas ze środka sali. Przy jednym ze stolików siedział szczupły mężczyzna w eleganckim surducie. Kurczowo trzymał przy sobie metalową szkatułkę, podczas gdy stojący nad nim mocno wstawiony osobnik wygrażał coś swoim kuflem, rozlewając piwo naokoło. Elegancka młoda kobieta ze stolika obok wyraźnie się skrzywiła i machnęła dłonią na swojego ochroniarza. Oboje posiadali jasne, niemalże białe, długie włosy. Nim ochroniarz się podniósł, dwie kelnerki dopadły do pijaka próbując go wyprowadzić.

Bruno zerknął ukradkiem na pilnującego wejścia mężczyznę, ale tamten nawet nie drgnął siedząc z kamienną twarzą.

— Puśćcie mnie! — ryknął pijany. — Chcę się napić z kolegą!
Drugie drzwi, prowadzące do ciemnego korytarza otworzyły się i wyszedł z nich wysoki mężczyzna. Nieskazitelne maniery podkreślał sprężysty krok i proste mankiety jedwabnego żupanu. Dość ekstrawagancki strój jak na obecne czasy. Idealnie gładką twarz zdobiły jedynie starannie ułożone, czarne wąsy, pod którymi krył się przyjazny uśmiech. Gdy podchodził do awanturującego się, płaczki zamarły przestając lamentować, a grający w kości przerwali grę. Kilka osób na sali, między innymi siedzący obok nich kapturnik, wcisnęło się głębiej w swoje krzesła.

— Moje panie, spokojnie — powiedział i skinął na ochroniarza. — Dla wszystkich jest odpowiednie miejsce. Zuchu, zaprowadź pana do pokoju, bo ma na dziś dość wrażeń.
Ochroniarz podszedł i zaprowadził trochę oszołomionego pijaka do ciemnego korytarza bez słowa. Grający w kości w końcu wrócili do gry.
Starsza kobieta, u której z pomiędzy farbowanych henną rudych włosów skrzyła się siwizna, przetarła mokrą szmatką ich stolik. Przez całe zdarzenie na środku, Bruno nie zauważył, kiedy do nich podeszła.
— Był sobie chłop. Porządny, ale głupi… — skomentowała.


Dalszy ciąg w e-booku

16 Replies to “Zajazd Rozjazd”

  1. Miecz i topór na plecach? Jest.
    Zakapturzony jegomość w pomieszczeniu? Jest.
    Karczma? Jest.

    Fragment jest trochę chaotyczny. Przynajmniej w mojej opinii, a jako czytelnik jestem zwolennikiem wolniejszej akcji. Zbyt dużo różnych osób upchniętych w dość krótkim tekście.

    Powtórzenia. Powtarzające się słowa, określenia. Gdy Bruno poczuł zapach ziół, myślałem, że kolejny raz sobie o czymś przypomni.

    „Kelnerka” niespecjalnie pasuje mi do fantasy. „Dziewka służebna” już brzmi lepiej.

    Brak akapitów.

    Być może pobiorę e-booka, ale fanem fantasy zdecydowanie nie jestem.

    Pozdrawiam serdecznie,
    graf zer0.

    1. Dzięki za uwagi, odnośnie konstrukcji treści – rozumiem, że dla fana cybera elfy i magia mogą być średnią rozrywką 🙂 Jednak co do kwestii technicznej akapitów – one są tylko bez „wcięcia” na pół palca. Jeśli możesz, powiedz, na jakim urządzeniu otwierałeś tekst i czy wyświetlał się faktycznie „ciągiem”? Możliwe, że to kwestia ustawień i muszę je poprawić.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: