Entliczek, pentliczek – recenzja “Pchły” Anny Potyry

Chyba każdy Polak ma choć jedną historię z czasów WWII, którą nosi zaszytą gdzieś głęboko. Część z nich jest chwalebna, opowiada o bohaterstwie. Części wstyd przytaczać, bo takie były czasy i ludzie gotowi byli na wszystko, byle przeżyć. Sama mam kilka takich historii, kilku ich bohaterów dalej żyje, dlatego na razie to nie jest czas, by się nimi dzielić. Może właśnie dlatego pierwszy rozdział “Pchły” tak mną wstrząsnął, że musiałam odłożyć książkę na kilka dni. Swoją drogą do tej pory nie dotarłam do Muzeum Powstania Warszawskiego… i raczej nieprędko to zrobię.

Zabawne, bo początkowo myślałam, że zacznę tę recenzję od zupełnie innej strony. “Pchła” to tytuł powieści, którą dawno temu napisałam, ale nie nadawała się do publikacji. Był to sobie ot taki cyberpunk bez polotu. Dostając do rąk kryminał spodziewałam się czegoś lekkiego. Nie tak graficznego opisu najgorszego odcinka przygód ludzkości.

Tak trochę typowo

Tekst trochę traci na mocy potem, bo zaczyna się typowa akcja kryminalna. Nie zrozumcie mnie źle. To dobrze, bo w końcu to JEST kryminał. Bardzo podoba mi się dbałość autorki o szczegóły, choć niektóre są aż nadto zaznaczone. Co mi się nie podoba, ale jest to moja prywatna preferencja typowego gamera, to to, że możemy zobaczyć jak myśli ta druga strona. I tak, motyw profilowania jest bardzo ważny, kluczowy wręcz do rozwiązania sprawy, ale ja jednak wolę wiedzieć tylko tyle, co “detektyw”. Tak bezpośrednie wchodzenie w głowę sprawcy psuje mi zabawę ze zbierania poszlak.

Jest prąd

Książka trzyma w napięciu i nie ma jakichś przegadanych dłużyzn. Momentami skacze klimat z ciężkiego na przesadnie lekki, wręcz komediowy, a potem znowu siada. Niektórym, zwłaszcza fanom seriali kryminalnych, taki styl odpowiada. Tu już musicie zadecydować sami.

Zaskoczenie?

Oj tak. Tu muszę oddać honor autorce, bo tak mnie w pewnym momencie zamotała, że podejrzewałam głównych bohaterów o jakieś konszachty z mordercą, a przynajmniej o jego przyczyny i motywy. I to, w jaki sposób przeplatają się linie czasowe to jest po prostu majstersztyk na miarę dobrego eksperymentu hard SF. A rozmowa, a raczej opowieść jednej z postaci o dawnych czasach wstrząsa. Bo niby jest to fikcja, ale… założę się, że jakby dobrze poszukać, to znalazłaby się jej prawdziwa wersja. I to chyba najbardziej przeraża.

Warto

Nie będę naciągać, gdy powiem, że fani kryminałów (ale i thrillerów także, bo mam wrażenie, że bliżej “Pchle” do tego drugiego) znajdą idealną rozrywkę. No i to, że akcja dzieje się zimą przydaje się na ochłodę podczas letnich upałów.


Za możliwość przeczytania tego thrillero-kryminału dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka. Was szczerze zachęcam do lektury, ale uwaga, jeśli znacie historie z WWII z opowieści rodzinnych, może być dla was trudna w odbiorze.

“Pchła” Anna Potyra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.