lucifer_kisielcichocka_pl

No wiecie co? – recenzja ostatniego sezonu “Lucyfera”

Ten wpis jest z kategorii “oni znowu to zrobili”, więc jeśli jesteś psycho fanem Netflixa, nie czytaj dalej.

Ja z kolei jakąś nie wiadomo jaką fanką serialu nie jestem. Ot, obejrzałam wszystkie odcinki i wiem, że w komiksie było inne zakończenie.

Kryminał paranormalny

Co nie zmienia faktu, że pierwszy sezon Lucyfera wchłonęłam od razu, bo bardzo przypominał Constantine’a, ale nie tego kinowego z Keanu Reevesem, tylko serialowy, którego zrobili raptem jeden sezon (Shame!^3).

Drugi i trzeci zaczynały mi trochę przeszkadzać, ale w sumie przyzwyczaiłam się do postaci i jakoś poszło. W każdym razie było lekko, czasami niby groźnie, a wszystkie kolejne sprawy kryminalne rozwiązywane przez diabła nietuzinkowo powtarzalne. Bo, przynajmniej takie odnoszę wrażenie, że o to chodziło, ludzi motywuje zawsze to samo i są przez to przewidywalni. Nie potrzebują diabła, żeby robić źle.

A potem wchodzi on, cały na czerwono

Po trzecim sezonie gruchnęła we mnie wiadomość, że FOX zawiesza serial na wieczne nigdy i to by było na tyle. Niby zakończyli trzeci w taki sposób, że powiedzmy, ujdzie, trochę nawiązali do pierwowzoru, trochę powykończali wątków. Ale tak się nie robi! Zawód prawie jak jedna dziesiąta tego co czułam, gdy zawiesili Stargate Universe i jedna trzydziesta przy Firefly’u.

A potem na Youtube wyskoczył mi któryś z Comiconów i wywiad z obsadą Lucyfera. Netflix odkupił Lucka i dał mu ten ostatni sezon. Hura. Hura, będzie co oglądać, bo akurat w tamtym momencie pokończyłam kilka seriali. Zasiadłam więc do oglądania.

I znowu to zrobili

Zacznijmy od tego, że w pierwszych dwóch odcinkach w ogóle nie wiem, co się dzieje. Tak, jakby gdzieś po drodze zginęło mi pół sezonu, jakiś OAV czy inny kanonowy materiał, który był exclusive dla widowni na Comiconie. I niby tak, można się wszystkiego domyślić, ale to poczucie braku jest irytujące.

Ale dobra, pal licho, potem już fabuła nadgoniła “co autor miał na myśli” i stamtąd to już była równia pochyła w dół. Bo gdzieś w tym całym zamieszaniu twórcy nie ogarnęli o co chodziło im na początku w serialu i postanowili go wykończyć (dosłownie) w jednym sezonie. No kurczę, Netflix i wy mi każecie zostawić sobie kredyt zaufania przy Wiedźminie? Ciężko to widzę.

I tak, to twórcy serialu mają taką “dowolność” od Netflixa, ale tak sobie patrzę i dociera do mnie, że ten redaktor w przypadku książek to bardzo, bardzo, bardzo potrzebna osoba. Jebnąć autora w pysk od czasu do czasu trzeba. Jako autor podpisuję się pod tymi słowami.

Zakończenie z dupy

Dosłownie. Diabeł w sumie stał się tak przesadnie ludzki, że postanowił odpalić zbawiciela i poświęcił się za ludzkość. No kurczaki, to już… 4 serial na Netflixie z ostatniego czasu, który porusza tematykę mesjanizmu. I zaczynam się zastanawiać, czy to ja mam źle sprofilowane konto czy to u nich w ekipie ktoś ma misję? Ale Lucyfera oglądałam wcześniej i był o czym innym. Starą Sabrinę też… Więc obstawiam to drugie.

Stanowczo się zawiodłam. I piątego sezonu nie obejrzę. Niet.

I teraz obstawiamy – o czym będzie netflixowy Wiedźmin?

  • o poświęceniu w imię greater good
  • inna parafraza mesjanizmu
  • z zakończeniem za szybko i tak w sumie pod koniec sezonu dociągniętym na siłę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.