PANIK - K.A.Kisiel-Cichocka kisielcichocka.pl

Pani K – Siedemnaście

Spis treści

Glyjski czytał poprawioną przez rzecznika policji przemowę i nie wierzył, że nie zostawili nawet jednego słowa z jego pierwszej wersji. Nie, zostało jedno, jego nazwisko, choć tu też spodziewał się widzieć raczej nazwisko inspektora Ważnego. Ale na szczęście lub nieszczęście, to on miał sobie przypisać dotychczasowy zastój w śledztwie i wszystkie porażki policji związane ze sprawą Oczka. Dobrze, że chociaż nie musiał używać tego określenia, w zupełności wystarczyło mu, że będzie musiał się nasłuchać powtarzania go przez bandę zebranych na sali konferencyjnej pismaków i dziennikarzyn. Miał nadzieję, że jego wystąpienie i to, że któraś z hien dziennikarskich może wyciągnąć więcej informacji, niż był gotowy zdradzić, nie sprawią, że się pomyli.

Ale chyba Bartek wiedział co robi, w taki konkretnie sposób układając mu przemówienie. Było składne, sensowne i nie pozostawało miejsca na domysły, choć tak naprawdę nic konkretnego nie mówił. Policja robi co w jej mocy, jest na tropie i nie chce zdradzać szczegółów dla dobra śledztwa. Wszyscy obywatele proszeni są o czujność i pomoc służbom w walce z tym paskudnym zwyrodnialcem, który nastaje na życia prawych obywateli. Bo który z obecnych na sali nie jest prawy? Kto z oglądających czy czytających relację z konferencji nie jest prawym obywatelem? Jest jeden wróg publiczny i trzeba go znaleźć za wszelką cenę, tak by prawi obywatele mogli wreszcie spać spokojnie.

Gertruda Lotte uśmiechnęła się z politowaniem, gdy wysłuchiwała prób swojego szefa. Glyjski zupełnie nie nadawał się do bycia twarzą sprawy i według niej inspektor Ważny chciał się go pozbyć, a nie przyśpieszyć znalezienie mordercy. Ale gdy podsunęła szefowi ten pomysł, ten tylko machnął ręką poirytowany.

— Ale ja to doskonale wiem, panno Lotte! Ale co z tego? Co ja takiego mogę, skoro to on jest moim szefem? Najwyżej będzie pani miała nowego szefa, może takiego z mniejszą liczbą dziwactw niż ja. Dla pani same plusy tej sprawy.

— Wolałabym do emerytury nie zmieniać już szefów — przyznała i wróciła do porządkowania papierów. — Może pan coś tam jeszcze dodać?

— Teoretycznie nie powinienem, bo zostało to już zaakceptowane, ale tak właściwie, to moja przemowa, więc nikt nie może mieć wpływu na to, co powiem, a co?

— To proszę choć raz użyć słowa „Oczko”, najlepiej pod koniec, gdy podkreśla pan, że zrobicie wszystko, żeby dopaść mordercę. Opinia publiczna lubi takie emocjonalne zagrywki.

— Pani Lotte! Ile razy mam powtarzać, że to określenie jest niedorzeczne? Nie będę się kompromitował i go używał na najważniejszej i prawdopodobnie mojej jedynej i ostatniej konferencji prasowej.

— Sam pan powiedział, że jest do odstrzału, co panu szkodzi użyć raz zamiast „morderca” słowa „Oczko”, w końcu oni będą tyle razy powtarzać w kółko to oczko, że się panu może z nerwów pomylić, prawda? I może pan tego określenia nie lubi, ale wszyscy je znają. Wszystkim się kojarzy. Proszę mi zaufać.

— No dobrze, jeśli bierze pani odpowiedzialność za to, co się będzie działo tu w biurze potem. Ja się mogę pomylić.


Poprzedni

Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.