umbrellaacademy_kisielcichocka_pl

Pod moją Umbrellą – recenzja “Umbrella Academy”

Dziś mam dla Was kolejną zaległość, bo “Umbrella Academy“. Początkowo miałam opublikować ten wpis razem z recenzją “Titans”, bo oba seriale są bardzo do siebie podobne, ale uznałam, że jednak lepiej je rozdzielić.

Wprawdzie Akademię obejrzałam już jakiś czas temu, to musiałam się trochę z nią przespać, żeby opisać swoje wrażenia. Wbrew pozorom, nie będzie ich nie wiadomo ile. Ot, po prostu niektóre rzeczy musiałam sobie dwa razy przemyśleć. Do tego stopnia, że obiecałam sobie, że nic nowego na Netflixie nie obejrzę, dopóki nie skończę wszystkich dotychczasowych recenzji. Błędne koło, bo zaczęłam je traktować jak najgorszą możliwą pracę.

Kolejny koniec świata

Zacznę od końca, bo jest to bardzo ważny motyw całego serialu. W zasadzie to główny… chyba. “Umbrella Academy” to kolejny serial, w którym bohaterowie muszą zapobiec końcowi świata. Jak to było w jednym podcaście, który słuchałam “the stakes were never higher and we never cared less”. Podcast dotyczył ogólnego trendu w pop kulturze. Teraz nie wystarczy zniszczyć wioski, żeby ktoś się przejął. A zniszczenie planety jest traktowane jak “pstryknięcie palcami”. Bardzo podobały mi się słowa jednej z postaci na ten temat. Parafrazując Wszechświatowi wyjdzie na dobre jeden koniec świata. I o ile motywacja Thanosa z Avengersów była za przeproszeniem z dupy (redukcja populacji wspomaga postęp technologiczny, ale i tak populacja się masowo odbuduje jak już przejdzie kryzys – żeby to miało sens Thanos musiałby pstrykać co sto lub dwieście lat, ale jak wiemy, dobór naturalny sam sobie z tym radzi bez pomocy kolesia z syndromem Boga). O tyle w równowagę kosmiczną jestem w stanie zrozumieć – jako fanka “Wspomnienia o przeszłości Ziemi” Cixin Liu i wiedząc co nieco o antymaterii czy wiązaniach splątanych jest to dla mnie wiarygodne wytłumaczenie na poziomie kina superbohaterskiego.

Ci źli jednak mają klasę

O ile bohaterów nie mogłam polubić. Po prostu się nie dało. Ot takie rozmemłane ciepłe kluchy i pseudo cwaniaczki z osiedla. I ja wiem, że to wszystko PTSD i DDD i to ma sens pod względem psychologii, ale mogłoby mieć sens i być przyjemniejsze w odbiorze. O tyle uwielbiam postaci negatywne. Hazel i ChaCha są tacy komiksowi, jak powinni być. Cała organizacja jest. Tego mi chyba zabrakło w bohaterach. Twórcy starali się ich za bardzo uczłowieczyć nie zmieniając reszty.

W sam raz na przerwę reklamową

Nie zrozumcie mnie źle. Serial można obejrzeć. Ba. Oglądanie go w 7 minutowych odcinkach nie wpłynęło na moje zrozumienie fabuły, więc spokojnie możecie go puścić nawet w tle. Gdybym miała wybrać, który z seriali o końcu świata oglądać, ten czy Tytanów, to postawiłabym jednak na tych drugich, bo tam bohaterowie bardziej dają się lubić.

8 thoughts on “Pod moją Umbrellą – recenzja “Umbrella Academy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.