Camp NaNoWriMo – dzień 17

Wczoraj kompletnie nic nie napisałam. W sumie z jednej strony było to zamierzone, ale z drugiej… Powoli myślę, żeby się poddać i zostawić Campa w diabły.

Mam stanowczo za mało czasu. A może nawet i czas by się udało wykrzesać, ale brakuje mi po prostu siły, żeby tak cisnąć na akord słowa, gdy muszę się zastanawiać, czy ta bułka na pewno nie jest na bmk (bo przecież bułka bez serwatki to nie bułka) i co jeszcze dorzucić do tego pieczywa, żeby miało jakąś wartość, a oprócz tego worek innej przyziemności. Której nie potrafię ogarniać, ale niestety, jak ja tego nie ogarnę to ucierpią niewinni, bo cała reszta ma kompletnie gdzieś organizację podstawowej komórki społecznej.

Rzucam w tym tygodniu pisanie

A przynajmniej rzucam w diabły Campa i Szafirową. No nie mogę. Przynajmniej nie przez te kilka dni. Muszę odpuścić, pomyśleć. Może od poniedziałku, jak już poukładam się ponownie ze sprawami w domu wrócę do tego projektu. Mam czas do końca miesiąca. Robienie na siłę nie pomaga mojej motywacji.

Dziś nie będzie

Dalszego ciągu nie obiecuję. Dziś go na pewno nie będzie. Może nawet do niedzieli nic się nie pojawi. Muszę odpocząć. Ale, jeśli nie czytaliście do tej pory, mam dla was trochę starsze przygody Bruna. Zajazd Rozjazd – do pobrania w e-booku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.