Camp NaNoWriMo – dzień 4

Dzień “bezczynności” campowej, ale była to planowa bezczynność.

Niby wcale późno do domu nie wróciłam i spokojnie mogłabym jeszcze popisać… Gdyby Kołdrian dał mi dojść do komputera. No trudno. I tak daliśmy dzisiaj radę. Nie sądziłam, że powrót na etat przejdzie tak łagodnie. Zwłaszcza, że życzliwi twierdzili, że nie dam rady nawet na dwie godziny tego hnb zostawić. Phi.

Brak mi pisania

Myślałam, że może ruszę chociaż “Polskie wakacje” na komórce, ale jakoś za dużo się działo w ciągu dnia. Napisałam raptem dwa zdania. Miłej lektury, a ja idę spać. Należy mi się.


Szafirowa (3.0) – odcinek 4

Rozejrzał się po wnętrzu mimowolnie szukając wzrokiem Marie. Dziewczyna, pomimo usilnych prób krycia się pod kapturem, była zbyt charakterystyczna. Siedziała w rogu karczmy i stukała palcami o blat stołu. Wystarczyło wyminąć spory słup przyozdobiony słomą, żeby do niej dołączyć. Co też uczynił.

– Nie mają mięsa – stwierdziła na powitanie.

Wzruszył ramionami. Jeszcze nie był to czas uboju łuczników, a jak jakaś sztuka padała, to zwyczajowo oddawano ją do świątyni, więc brak mięsa go nie dziwił. Zresztą, w środku lata było tyle pysznych warzyw, że jego brak trudno było zauważyć.


Ciekawi dalszego ciągu? Śledzcie ten link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.