pajak_kisielcichocka_pl

Wróć do domu, pajączku – recenzja Spidermana

Ostatnio z racji ogólnoświatowej akcji “Zostań w domu” mam więcej rąk do pracy, co za tym idzie, więcej czasu dla siebie. Będzie mi smutno, jak reszta domowników wróci do swojego normalnego trybu porzucania mnie z Kodzikiem na całe dnie, ale cóż. Tak sobie zachodnia cywilizacja świat ułożyła, że albo masz kupę kasy albo kupę pracy. Nigdy razem.

W ramach tego siedzenia w domu (z którego cieszę się, że mieszkam gdzie mieszkam, bo mam gdzie się podziać, mimo że łącze czasami zrywa), nadrabiam co się da na wszelkich VOD.

Początkowo miałam plan zrobienia oddzielnej notki na moją opinię o każdym z obejrzanych tytułów. Ale jak mawia klasyk “mierz siły na zamiary”. Więc trochę to wszystko skompaktuję. Może nie wszystko w jednym wpisie, ale jakieś sortowanie tematyczne uskutecznię.

Na pierwszy ogień idzie Człowiek-Pająk

Jego dwie części, bo takie udało mi się obejrzeć.

Far from home

pojawił się po Endgame, ostrzegali przed spoilerami i tak dalej. Ale Endgame był takim dnem, że w sumie niczego się nie spodziewałam. I miło się zawiodłam (tak, mój dobór słów nie jest przypadkowy, ja wiem, kiedy się je używa poprawnie i co znaczą). Był ładnie osadzony w tym molochu – uniwersum Marvela – ale był też typowym kinem superbohaterskim. Ukłon w stronę fanów, trochę gagów, sidżiaje gdzie się da, niezbyt skomplikowana fabuła, ale nie po to się ogląda kino superbohaterskie z takim budżetem. Ten zły z aktorem, którego lubię i motywacją, którą rozumiem. No i scena po napisach adekwatna do nakreślonej wersji świata. Pokrótce – warto obejrzeć, ale trzeba znać uniwersum choć trochę, żeby w pełni docenić.

Spiderverse

Jak ja lubię animacje. Tak po prostu. Bo pomimo rozbudowanych efektów, klasyczne kino dalej ma spore ograniczenia, które będą wywoływać dolinę niesamowitości, albo po prostu mdłości przy scenach akcji, żeby zatuszować niedociągnięcia. W multiwersie było sporo zabiegów typowo komiksowych, łącznie z onomatopejami. I były one tak uroczo umotywowane… No i isteregi łamiące czwartą ścianę. Chyba to najbardziej lubię w komiksach i ich adaptacjach. Jeśli chodzi o fabułę, to nie wyczułam jakichś większych zgrzytów, które przeszkodziłyby w odbiorze. Może poza czasem antenowym poszczególnych wątków. Zamiast jednego filmu zrobiłabym cały sezon serialu, ale z drugiej strony – to już było, kto pamięta i oglądał, piona! Motywacja i główny zły – nie jestem fanką, ale nie było na tyle źle, żebym przestała w połowie oglądać. Podsumowując – dla geeków i fanów animacji oraz marvelowego uniwersum.

Na dziś tyle. Następnym razem pogryzę parę ciasteczek, bo było tego sporo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.